„Ubi Caritas et amor, Deus ibi est”. Co za niespodzianka usłyszeć śpiew z Taizé tutaj, w Kampong Ko, w maleńkiej wiosce nad rzeką w pobliżu miasta Kampong Thom w centrum Kambodży. Powitał nas znajomy ksiądz, który zaprosił nas byśmy wraz z nim udali się na niedzielną Eucharystię. Dotarcie na miejsce samochodem zajęło nam 45 minut. Po drodze przejeżdżaliśmy przez wioskę gdzie urodził się Pol Pot – przywódca Czerwonych Khmerów, który sprowadził na ten kraj tak wiele cierpienia… Przed trudnym czasem Czerwonych Khmerów w tej wiosce był kamienny kościół, a także szpital i szkoła. Potem wszystko się zmieniło. Kościół zniszczono, chrześcijanie doświadczyli przemocy, groziła im śmierć i wielu z nich zostało męczennikami. Teraz w wiosce nie ma elektryczności, a woda z rzeki jest używana do wszystkiego: do prania ubrań, do kąpieli, a nawet jako woda do picia. Jak wyjaśnił nam ksiądz, choroby z tym związane nie są niczym niezwykłym. Wielu ludzi nie umie czytać i pisać. W związku z tym parafia podjęła inicjatywę wybudowania szkoły na terenie parafialnym. To nadzieja na lepszą przyszłość.
Światło nadziei
W listopadzie 2007 roku brat Alois wraz ze współbratem podróżowali po Azji, odwiedzili braci mieszkających w Korei i animowali spotkania młodzieży w wielu krajach. Brat Alois bardzo chciał odwiedzić Kambodżę, gdzie chrześcijanie byli długo prześladowani podczas ponurego okresu nie tak odległej przeszłości. Bracia odwiedzili 3 diecezje, byli najpierw w Kompong Tom, stamtąd pojechali do Kompong Cham, a następnie do Phnom Penh.
29 listopada ponad 600 młodych ludzi obecnych było na modlitwie w parafii Świętego Józefa w Phnom Penh, w trakcie której przeor Taizé wyraził swoją wielką radość z powodu możliwości uczestnictwa w modlitwie w stolicy Kambodży. Rozważając słowa Chrystusa: „Wy jesteście światłem świata” (J 8,12), brat Alois mówił o nadziei, która pobudza odnowę Kościoła w Kambodży: „Nawet jeśli wasz Kościół jest mały, jego światło dochodzi aż do nas, do Taizé we Francji”.
Mówiąc o ciemności, która nie może zagasić światła, brat Alois miał na myśli rozmowy w dawnym więzieniu Czerwonych Khmerów, w przeszłości podczas wizyty w Tuol Sleng. Mówił także o wizycie w Tan Kok, które stało się miejscem pielgrzymek: to tam, niedaleko pagody, odnaleziono ciało młodego biskupa Salas, wikariusza apostolskiego, który zmarł z wycieńczenia. Cała wizyta przebiegała pod znakiem światła, które nie zgasło pomimo wszystkich wcześniejszych cierpień.
Dzisiaj te dwa wymiary: modlitwy i solidarności są ze sobą mocno związane w życiu chrześcijańskich wspólnot lokalnych. Dodatkowo dzięki pracy organizacji pozarządowych istnieje dużo małych, dyskretnych inicjatyw, które jednak sprawnie odpowiadają na pilne potrzeby. W Kompong Tom, w lokalu należącym do parafii, młody człowiek koordynuje pomoc osobom niepełnosprawnym, z których większość to ofiary min. Jest to bardzo konkretna pomoc, pozwalająca przywrócić autonomię osobom niepełnosprawnym. Dostarcza on wózki inwalidzkie albo zapewnia niezbędne minimum środków, by otworzyć mały sklep.
W Ko Rokha kobiety cierpiące z powodu problemów rodzinnych otrzymały kawałek ziemi do uprawy, co przynosi im małe dochody oraz pozwala na ponowne odkrycie radości ze wspólnej pracy, mimo wciąż żywych w pamięci negatywnych doświadczenie kolektywizacji za czasów reżimu Pol Pota.
W Phnom Penh parafia Boeung Tumpun także zdecydowała się na utworzenie miejsca, by objąć opieką osoby chore, przyjeżdżające z prowincji, często bardzo biedne. Brat Alois podkreślił ten związek między modlitwą i solidarnością w życiu chrześcijańskim: „Dobrze widzieć wasze parafie i wspólnoty, które są miejscami nadziei, miejscami gdzie się wspólnie modli i gdzie konkretnie wyraża się solidarność z najbardziej ubogimi”.
„Wizyta brata Aloisa ma wielkie znaczenie dla chrześcijan w Kambodży, jest to znak ich przynależności do Kościoła powszechnego”, odpowiada Sok, młody mieszkaniec Kambodży z grupy przygotowującej spotkanie, na pytanie agencji prasowej UCAN. Przeżywając ciężkie doświadczenia, które nawiedziły kraj, chrześcijanie z Kambodży odnaleźli w modlitwie odwagę by przetrwać: to nadzieja, która promieniuje dalej niż granice kraju i płynie „z nadziei że Bóg jest zawsze obecny w naszym życiu tak jak w historii naszych krajów”.




