TAIZÉ

Europejskie Spotkanie Młodych w Taizé i online

Teksty medytacji

 

Poniedziałek 28 grudnia | Wprowadzenie biblijne | Brat Kombo mówi o Ewangelii wg św. Mateusza 2, 1-12

W pierwszym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza poznajemy genealogii rodziny Jezusa. Mateusz od razu chce nam pokazał, że Jezus należy do królewskiego rodu, jest potomkiem Króla Dawida.

W drugim rozdziale czytamy opowieść o Mędrcach przybyłych ze Wschodu. Mateusz nie podaje o nich żadnych szczegółowych informacji. Prawdopodobnie byli astrologami albo uczonymi, którzy starali się wyjaśniać wydarzenia, obserwując gwiazdy. Ci Mędrcy, którzy nie byli Żydami, ujrzeli na Wschodzie niezwykłą wschodzącą gwiazdę i uznawszy, że oznacza ona coś szczególnego, wyruszyli w stronę kraju, gdzie król miał się urodzić.

W Księdze Objawienia czytamy: „Ja, Jezus, posłałem mojego anioła, by wam zaświadczył o tym, co dotyczy Kościołów. Jam jest Odrośl i Potomstwo Dawida, Gwiazda świecąca, poranna” (Ap 22, 16). O duchowym świetle, które wschodzi, by oświecił ludzkie serca, mówi także drugi list świętego Piotra: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1, 19).

W trudnym czasie, jaki przeżywamy, te słowa są jak zaproszenie, by nie dać się zwyciężyć zniechęceniu. Jest takie powiedzenie: „Nieważne, jak długa jest noc, słońce zawsze wstaje”. To samo słońce, które daje światło w innych miejscach, innym ludziom, nawet jeśli niektórzy z nich nadal mierzą się z trudnościami, wreszcie zaświeci i dla nas.

Wróćmy do opowieści o Mędrcach. Przybyli do Jerozolimy, żeby opowiedzieć ludziom nowinę o narodzinach nowego króla i złożyć Mu pokłon. Dzięki temu rozumiemy, że Boże zbawienie ogarnia wszystkich ludzi. Bóg może wybrać kogokolwiek zechce i posłać go z misję. Jak mówi prorok Izajasz, „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: «Twój Bóg zaczął królować»” (Ez 52,7).

Kiedy w końcu Mędrcy po długiej wędrówce dotarli do Jerozolimy, mogę sobie wyobrazić, jak wielkie było ich zdziwienie, kiedy zobaczyli, jak wielu ludzi nie wie, że narodził się król. Nowina, z którą przybyli, wywołała zamieszanie. Król Herod w tym dziecku od razu dostrzegł potencjalnego rywala, a ludzi, którzy w zasadzie powinni być zachwyceni pojawieniem się nowego króla, ogarnęły wątpliwości. Czy wszyscy obawiali się konsekwencji tego odkrycia?

Aby ustalić miejsce, gdzie narodził się Król Żydów, Mędrców posłano do Betlejem a kiedy Go tam znaleźli, oddali mu pokłon i zostawili prezenty. Ich misja została spełniona, skończyła się.

W Zaproszeniu do refleksji na rok 2021 brat Alois napisał: „W sytuacji pandemii obserwujemy wzrost niepewności w ogromnych obszarach świata. Niezbędne są odważne decyzje polityczne, ale my wszyscy również możemy okazywać społeczną solidarność i przyjaźń, one są tak samo konieczne. Wiele osób jest gotowych i chętnie podejmie się służby dla innych. Ich wspaniałomyślność przypomina nam, że pomoc wzajemna toruje drogi w przyszłość".

W tym fragmencie są dwa ważne określenia: społeczna solidarność i przyjaźń. Solidarność polega na wspólnym odkrywaniu znaków nadziei, osobistych i wspólnych inicjatyw, które mogą pomóc innym. Oby nasze własne i wspólne pomysły pomogły innym iść naprzód. Jeśli nawet uważamy, że nasze działania i możliwości są bardzo ograniczone, wytrwajmy, ponieważ bardzo jest ważne, żeby nie zatrzymywać się w drodze. Jeśli Bóg powierza komuś misję, jest On dość potężny, żeby można było ją wypełnić.

W Księdze Izajasza jest napisane: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9, 1). Pandemia sprowadziła na świat wielkie cierpienie. Jest tak, jakbyśmy w naszym świecie szli przez ciemny tunel, ale na końcu tego tunelu jest światło, o którym mówi Izajasz. Jak wielka radość będzie w dniu, w którym podziękujemy Bogu za to, że ciemności zostały za nami. Bądźmy odważni. Nie poddawajmy się!

„Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha świętego byli bogaci w nadzieję”. (Rz 15, 13).


Wtorek 29 grudnia | Wprowadzenie biblijne | Siostra Sietske ze Zgromadzenia sióstr św. Andrzeja mówi o Ewangelii wg św. Łukasza 10,25-37

W historii, którą przed chwilą przeczytaliśmy, Jezus rozmawia ze znawcą Prawa. To mądry i rozumny człowiek. Studiował Prawo i wie, jak być dobrym Żydem. Zastanawiam się, co pomyślał o słowach Jezusa z poprzedniego fragmentu Ewangelii wg św. Łukasza, kiedy Jezus mówił, że „te sprawy”, jakiś rodzaj poznania Boga, są ukryte przed mądrymi i rozumnymi... (Łk 10, 21).

Pytanie znawcy Prawa „kto jest moim bliźnim?” sprawia wrażenie, jakby według niego ludzkość była podzielona na bliźnich i nie-bliźnich. Jesteśmy „my” i są „oni”. Czy pyta on Jezusa o zasadę, która mu wyjaśni, kogo powinien kochać, a kogo nie? Może zauważyliście, że Jezus nie podejmuje tej dyskusji. Jego przypowieść nie odpowiada wprost na to pytanie, ponieważ to nie jest dobre pytanie.

Co takiego Jezus próbuje powiedzieć znawcy Prawa? Przyjrzyjmy się bliżej różnym osobom występującym w przypowieści. Kapłan i lewita są pobożnymi Żydami służącymi Bogu w Świątyni. Znają Prawo i swoją religię. Samarytanie byli uważani za heretyków i wrogów, ponieważ nie przestrzegali Prawa. Wszyscy trzej spotkali tego samego poranionego człowieka.

Kapłan i lewita zauważyli go, ale postanowili go zignorować. Ten rodzaj rozumowego związku z religią i Prawem sprawił, że na ofiarę patrzyli jedynie jak na ryzyko, że z punku widzenia Prawa staną się nieczyści. Ich oczy i serca były ślepe na cierpienie tego człowieka.

Samarytanin, przeciwnie, „ulitował się”. Greckie słowo, które tu występuje, wskazuje, że nie chodzi tylko o to, że „poczuł żal”. Znaczy dużo więcej: coś poruszyło się w jego wnętrzu, cierpienie drugiego człowieka nie pozostawiło go zimnym jak głaz. To było bardzo głębokie współczucie.

„Współ-czucie” dosłownie oznacza odczuwanie czyjegoś cierpienia. Współczucie nie płynie z umysłu, ale z najgłębszej istoty naszego istnienia. Sprawia, że Samarytanin patrzy oczami serca. Patrzy na drugiego człowieka jak na samego siebie, nie jak na kogoś na pół umarłego, ale jak na kogoś wciąż żywego! Współczucie sprawia również, że widzi on, czego potrzebuje poraniony człowiek.

I jeszcze więcej, Samarytanin czuje się odpowiedzialny za stan drugiego człowieka i dlatego zaczyna działać. Spontanicznie reaguje na to, co widzi, robiąc to, co uważa za konieczne. Poświęca swój czas i robi, co może, nie przejmując się konsekwencjami, jakie mogą go spotkać. I odkrywamy, że nie działa sam. Prosi karczmarza o pomoc. Razem opiekują się rannym tak, jak tego potrzebuje. Krótko mówiąc, współczucie polega na tym: zobaczyć, wzruszyć się, zmobilizować kogoś innego. Bardziej dosłownie zbliżyć się do innych. Tak, współczucie robi różnicę.

Być może w uszach Żydów niepokojąco brzmiało to, że współczucie okazał Samarytanin zbliżył się do poranionego człowieka. Ale mówiąc o Samarytaninie „ten, który okazał mu miłosierdzie”, znawca Prawa pokazał, że zrozumiał, że to, żeby stać się czyimś bliźnim nie zależy od tego, kim się jest. Dzięki pytaniu Jezusa podsumowującego tę przypowieść rozumiemy, że liczy się to, jak my stajemy się bliźnimi innych osób i jak kochamy.

Jest jednak coś jeszcze. Coś, co, jak sądzę, wraca do pierwotnego pytania znawcy Prawa: „kto jest moim bliźnim”: ranny człowiek jest całkowicie anonimowy. Nie wiemy, kim jest i skąd przybył. Mógłby być innym kapłanem, innym Samarytaninem, innym bandytą, przyjacielem lub wrogiem, mógłby być kimkolwiek. Dla Samarytanina jego tożsamość nie ma znaczenia, po prostu rozpoznał w nim brata. Współczucie nie dba o różnice między ludźmi i dlatego jest w stanie budować mosty.

Zachęta, jaką Jezus kieruje do nas za pomocą tego tekstu, jest dwojaka: mamy stać się bliźnimi siebie samych. I potem, mam stać się bliźnim kogokolwiek. Odkryliśmy w tej przypowieści, że bycie kapłanem albo lewitą, albo wielka wiedza na temat wiary lub teologii nie oznacza, że automatycznie wiemy, jak kochać innych! Przebieg tego dialogu z Jezusem pokazuje nam rozumnego znawcę Prawa, który odkrywa, w jaki sposób współczucie jest kluczem do tego, by dobrze rozumieć przykazanie „kochaj Boga i bliźniego jak samego siebie”.

Teraz rozumie, że bez współczucia otrzymanie życia wiecznego będzie trudne... Być może to współczucie, patrzenie sercem, umożliwia małym dzieciom i ubogim w duchu rozumieć sprawy, których mądrzy i rozumni nie pojmują...?


Wtorek 29 grudnia | Rozważanie brata Aloisa w Taizé podczas modlitwy wieczornej

Rok temu serdecznie nas przyjmowano we Wrocławiu, w Polsce, wtedy wyznaczyliśmy sobie miejsce 43. Spotkania Europejskiego w Turynie, we Włoszech. Ale z powodu pandemii Covid-19 szybko się okazało, że trzeba będzie odłożyć to spotkanie na następny rok.

Środki komunikacji pozwalają nam jednak przeżywać w tych dniach spotkanie online. w ponad 150. miejscach na świecie, dzięki zupełnie małym lub większym inicjatywom, spotykają się grupy takie jak w Boliwii, Kambodży, w Czadzie, na Litwie, a także w innych krajach.

W ten sposób jesteśmy w komunii z wieloma osobami na całym świecie, one nas teraz słuchają i widzą – pozdrawiam was bardzo serdecznie.

Z okazji tego spotkania online opublikowałem przed Bożym Narodzeniem tekst, który bez wątpienia będziecie mogli przeczytać w tych dniach. Jest on zatytułowany „Mieć nadzieję w porę i nie w porę – Zaproszenie do refleksji na rok 2021”.

Na początku tekstu przywołuję ogromną niepewność wielu osób, zwłaszcza z waszego, młodego pokolenia, w obliczu przyszłości, która się wydaje tak niestabilna a czasem bardzo mroczna.

Pandemia ujawniła dogłębną kruchość naszego człowieczeństwa. Wiele osób dotknęła choroba, śmierć kogoś bliskiego, a także samotność. A dla wielu innych, być może również dla kogoś z was, ograniczenia w poruszaniu się były trudne do zniesienia.

Równocześnie zobaczyliśmy, że istnieje bardzo wiele solidarnych i szlachetnych gestów. Zapewne moglibyśmy stać się bardziej uważni: nawet kiedy przeżywany trudne doświadczenia, czasem można rozpoznać powody do nadziei, które są siłą w samym centrum słabości.

Jest wiele świadectw solidarności. Pomagają nam wierzyć, że w dzisiejszych trudnych sytuacjach Bóg nas nie opuszcza. Z całego serca życzę, aby nasze spotkanie wzmocniło w nas tę ufność. W Jezusie Słowo Boga stało się ciałem, dzieliło nasze życie. Bóg zna nasze cierpienia.

Ewangeliczna nadzieja nie jest naiwną ufnością, zachęca do zmiany spojrzenia, do tego, by odrodziło się w nas zaufanie, które daje nam Chrystus – On dzielił naszą ludzką kondycję aż do największego cierpienia na krzyżu i w ten sposób otworzył nam drogę życia.

Swoim zmartwychwstaniem Chrystus otwiera przed nami nowy horyzont, poza katastrofami sanitarnymi i zagrożeniami środowiska naturalnego, które wielkim ciężarem przytłaczają ludzkość. Czy będziemy umieli rozpoznać ten nowy horyzont?

W tych dniach módlmy się za siebie nawzajem. Na progu nowego roku znajdźmy w naszej modlitwie szczególne miejsce dla cierpiących na COVID i inne choroby, dla osób żyjących w niepewności i osamotnionych, dla cierpiących dzieci, módlmy się za wszystkie ofiary przemocy lub wojny, za wygnańców i uchodźców.

Swoją encykliką „Fratelli tutti” papież Franciszek w niezwykły sposób dodaje nam otuchy. I gdybym miał wyrazić jakieś życzenie z okazji tego spotkania, w którym w tych dniach uczestniczymy, brzmiałoby ono tak: oby to doświadczenie komunii i dzielenia się pośród trudnych wyzwań obecnego czasu uświadomiło nam, że jesteśmy jedną ludzką rodziną i potrzebujemy siebie nawzajem.

Dwoje dzieci:

  • Dziękujemy osobom, dzięki którym to spotkanie jest możliwe, zwłaszcza osobom, które przygotowały wprowadzenia do popołudniowych warsztatów.
  • Dziękujemy młodym wolontariuszom, którzy przygotowali to spotkanie.
  • Serdecznie pozdrawiamy kościelnych zwierzchników i Przewodniczącą Komisji Europejskiej, którzy przysłali pozdrowienia i wyrazy przyjaźni.
  • Dobry wieczór wszystkim, którzy nas oglądają w Afryce, Ameryce, Azji, Oceanii i w Europie.

Środa 30 grudnia. | Wprowadzenie biblijne | Brat Richard mówi o Ewangelii wg św. Jana 14, 15-24

Jezus wiedział, że Jego okrutna śmierć będzie straszliwym szokiem dla Jego przyjaciół. Jego słowa i czyny umacniały ich nadzieję na namacalną obecność Boga, Boga, który się troszczy, wprowadza sprawiedliwość i pokój, chroni.

A przecież Bóg nie uchronił Jezusa od śmierci. Ci, którzy szli za Nim, zostali sami, osieroceni. Jezusa już tu nie ma, żeby się o nich zatroszczyć. A gdzie jest Bóg, skoro nie pomógł nawet Jezusowi?

Dzisiaj czujemy się nawet jeszcze bardziej zagubieni. Dla towarzyszy Jezusa niebo wciąż było mieszkaniem Boga. Dla nas wszechświat jest zimną, anonimową nieskończonością. Oni ufali, że Bóg nie utracił kontroli nad stworzonym światem. My sami musimy zadbać o to, by uratować planetę.

A jednak zachęca się nas, byśmy zaufali, zaufali „Obecności nieuchwytnej, a przecież bardzo realnej”, jak mówi list „Mieć nadzieję w porę i nie w porę”. Aby przygotować swoich przyjaciół do nieznanej im na razie obecności Boga, Jezus złożył trzy obietnice.

Po pierwsze obiecał, że Bóg da Ducha Świętego, „innego Pomocnika”, jak mówi, „aby był z wami na wieki”. „Inny Pomocnik” oznacza: ktoś taki jak Jezus. Duch jednak jest także inny. Każdy mógł zobaczyć Jezusa, słuchać Go, dotykać. A Duch jest niewidzialny. Jezus porównuje Go do wiatru: „Wiatr wieje, gdzie chce”. I póki co, dzięki Jezusowi z Nazaretu, Duch Święty jest obecny.

Po drugie, Jezus obiecał swoje przyjście: „Nie pozostawię was sierotami, przychodzę do was”. Proszę zwrócić uwagę na czas teraźniejszy: „Przychodzę”. Przyjście Jezusa jest tym samym, co obecność Ducha Świętego. Jezus, żyjący w Bogu, nie jest już ograniczony czasem ani przestrzenią. Przychodzi każdego dnia, w każdej godzinie, z każdym naszym oddechem.

I po trzecie, Jezus obiecał obecność Boga, Bóg przychodzi razem z Nim. Jezus powiedział: „przyjdziemy do tych, którzy uwierzą i zamieszkamy u nich”. Niebo w górze i Jerozolimę na ziemi uważano za domy Boga. Teraz Bóg i Jezus mieszkają również w kruchych ludzkich istotach.

„Tego dnia”, powiedział Jezus, „poznacie, że Ja jestem w Moim Ojcu, a wy we Mnie i Ja w was”. Użył dokładnie tych samych zwrotów, żeby wyrazić swoją jedność z Bogiem i naszą jedność z Nim: „Ja jestem w Moim Ojcu” - „wy jesteście we Mnie”.

Chociaż Jezus żył na ziemi jako jeden z nas, nie możemy znać Go jako jednego spośród wielu innych, ponieważ On jest naszym życiem: „my jesteśmy w Nim”. I nie możemy poznać Go od zewnątrz, ponieważ on żyje wewnątrz: „Ja jestem w was”.

Bardzo często nie jesteśmy świadomi obecności Boga, ponieważ jest zbyt realna, zbyt oczywista. Żyjemy w Bogu, jak ryby pływają w oceanie, a ptaki są unoszone w powietrzu.

Jeden z towarzyszy Jezusa spytał, dlaczego Jego obecność będzie tak nieuchwytna, że niewiele osób zdoła ją dostrzec. Jezus odpowiedział: „Tego zaś, kto Mnie miłuje, umiłuje Mój Ojciec i Ja go będę miłować, i objawię mu siebie”. Bóg nie jest faktem, Bóg jest miłością. Bez miłości nie można poznać Jezusa żyjącego w Bogu.

Nieuchwytna obecność Boga staje się pewnością, kiedy kochamy, kiedy przestrzegamy przekazania: „Jak Ja was umiłowałem, tak i wy miłujcie jedni drugich”. Ostatniego wieczoru, kiedy Jezus powiedział o tym uczniom i wprowadził ich w tajemnicę Boga, tym, co uczynił najpierw, było pochylenie się i umycie im stóp.


Czwartek 31 grudnia | Wprowadzenie biblijne | Brat John mówi o Psalmie 96

Każdy z nas w takiej czy innej chwili pyta samego siebie, do czego służy modlitwa?

Jezus mówi, że Bóg wie, czego potrzebujemy, nawet jeszcze zanim Go poprosimy. Ale równocześnie mówi do nas, „Proście, a otrzymacie”. A co z modlitwą uwielbienia lub dziękczynienia, co mogą dodać Bogu śpiewane przez nas hymny? Czy jest Mu potrzebne nasze uznanie?

Aby odpowiedzieć na te pytania, powinniśmy głębiej zrozumieć, kim jest Bóg i na czym polega Jego miłość. Biblia objawia nam Boga troskliwego i współczującego, wiernie kochającego swoje stworzenie. A Ewangelia idzie nawet krok dalej, z niej dowiadujemy się, że Bóg JEST miłością.

Czym jednak jest miłość? Prawdziwa miłość to z pewnością oddawanie siebie, troska o innych i zaspokajanie ich potrzeb. Tak, wszystko to jest ważne, ale niewystarczające. Boża miłość, miłość Boga posuwa się jeszcze dalej: pragnie sprawić, aby ukochany stał się prawdziwym partnerem, w ten sposób możliwa staje się autentyczna więź. Taka miłość nie pragnie bierności, niedojrzałości innej osoby, albo po prostu robić coś za nas. Pragnie podnieść kochaną osobę tak, żeby była ona w stanie naprawdę odpowiedzieć na miłość, którą została obdarzona, i odwzajemnić miłością.

Coś podobnego możemy dostrzec w swoim życiu. Rodzice, którzy po prostu dają dzieciom wszystko, czego one potrzebują lub zapragną, podtrzymują ich niedojrzałość i zależność. Rodzice, którzy naprawdę kochają swoje dzieci, pragną, żeby dojrzewały i mogły podejmować samodzielne decyzje, a miłość, którą otrzymały, umiały przekazywać innym, może kiedyś własnym dzieciom.

Święty Jan w swoim pierwszym liście dwukrotnie mówi o miłości, która „osiąga w nas doskonałość” (1 J 2,5; 4,17). Ma na myśli miłość, która sprawia, że osoba kochana jest w stanie ze swojej strony odpowiedzieć wzajemną miłością. Cel miłości Boga, choć może się to wydawać niewiarygodne, polega na przekształceniu nas w istoty, które będą na Jego poziomie, osoby zdolne kochać tak, jak kocha Bóg.

Dlatego święty Jan zawsze mówi o „wzajemnej miłości”; dla niego doskonała miłość nie może być jednokierunkowa. Takie jest znaczenie modlitwy chrześcijańskiej: domknięcie kręgu, oddanie Bogu tego, co od Niego otrzymaliśmy. Możemy to robić, prosząc z żarliwością o to, czego potrzebujemy, w taki sposób wykorzystujemy nasze umiejętności i współdziałamy z Bogiem, a nawet, co ważniejsze, domykamy krąg, dziękując Bogu i wysławiając Go za to, co otrzymaliśmy. W ten sposób dary, które otrzymaliśmy, nie stają się jałowe, ale przynoszą owoce w naszym życiu.

We fragmencie, który czytaliśmy dziś rano, widzimy przykład takiej modlitwy w życiu Jezusa. Jezus błogosławi Ojca za otrzymane błogosławieństwo. A tym błogosławieństwem w istocie jest więź z Ojcem, którą On zapewnia wcale nie tym, którzy, po ludzku rzecz biorąc, są wyjątkowi, ale „prostaczkom”, tym, którzy są jak Jezus „cisi i pokornego serca”, tym, którzy potrafią przyjmować.

Jezus sprawia, że modlitwa z samej głębi ludzkiej kondycji wznosi się aż do Boga, ustanawiając komunię Boga ze stworzeniem. To właśnie psalm, który dziś śpiewaliśmy, Psalm 96, nazywa „nową pieśnią”: „Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu, ziemio cała!”. Ta pieśń jest nowa nie dlatego, że są w niej inne słowa, nigdy wcześniej nie słyszane, ale dlatego, że powstaje z tego, co na nowo Bóg uczynił w Jezusie, posyłając Ducha Świętego, aby wszystko znowu przywrócił do życia. Biblia niekiedy nazywa to „nowym stworzeniem”.

Ten psalm zaprasza nie tylko ludzi, ale i niebo, ziemię i morze i wszystko co w nich jest, aby razem wysławiali Boga za to, co uczynił. Opisuje świat, w którym niebo i ziemia są połączone niezniszczalną więzią. Tę więź zapowiadali już aniołowie w czasie narodzin Jezusa: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój, shalom, wszystkiemu, co Bóg kocha” (Łk 2, 14).

Aby jednak ten nurt uwielbienia mógł łączyć niebo i ziemią, my powinniśmy zatroszczyć się o stworzony świat. Jak mówi brat Alois w liście na rok 2021, „Chcemy chronić stworzenie nie tylko dlatego, że jest nam potrzebne do istnienia, ale dlatego, że stanowimy jego część, a wspaniały plan Boga ogarnia wszystko, co żyje”.

Tutaj możemy dostrzec jedność między naszą modlitwą i naszym działaniem w świecie. Kiedy się modlimy, oddajemy Bogu to, co nam dał. Kiedy pomagamy innym ludziom i służymy im, pozwalamy, aby swoim życiem wielbili Pana. Kiedy, troszcząc się o stworzenie, czynimy świat lepszym miejscem, umożliwiamy mu wysławianie Boga.

Dzięki naszym modlitwom i działaniom pomagamy światu wypełnić jego misję, przyczynę, dla której istnieje: być zwierciadłem niewyobrażalnej dobroci Boga.

Ostatnia aktualizacja: 30 grudnia 2020