I daruj nam nasze długi, jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom. (Ewangelia wg św. Mateusza 6, 12 – Pismo Święte Nowego Testamentu i Psalmy, przekład Edycji św. Pawła, wyd. 2005)
Ta prośba modlitwy Ojcze nasz różni się od pozostałych. Nie jest ona tylko modlitwą skierowaną do Boga, ale nawiązuje także do tego, co my robimy: „jak i my darowaliśmy” albo „jak i my darujemy”. Pierwszą wersję wybierają bibliści, modlący się wolą wersję drugą.
Ten, kto odmawia tę modlitwę, „staje przed Bogiem jako wzór cnoty, jeśli tak można powiedzieć, i wzywa Boga, który jest ponad wszelkim naśladowaniem, żeby go zaczął naśladować”, jak zauważył ze zdumieniem jeden z komentatorów z VII wieku, święty Maksym Wyznawca.
Kto jednak może zapewnić, że przebaczył całkowicie, żeby prosić Boga, by uczynił tak samo? Biblia skądinąd uznaje przewagę tego przebaczenia, które otrzymujemy, nad tym, które sami okazujemy: „Jak Pan wam przebaczył, również wy tak czyńcie” (List do Kolosan 3, 13). Ogromna miłość, jaką Bóg obficie nas obdarza, może przelewać się w życie innych ludzi dzięki temu, że my im przebaczymy.
Dlaczego więc to odwrócenie w modlitwie Ojcze nasz: najpierw my, później Bóg? Trzeba rozumieć to wyrażenie dosłownie: „darować długi” to znaczy zubożeć. Jeżeli przebaczenie jest darowaniem długów, to najpierw przynosi stratę.
W Liście do Kolosan przebaczenie jest określane przez słowo, które wyraża obfitość bezinteresownego daru: „Pan obdarzył was łaską”. Słowo, którym Jezus najchętniej posługuje się, mówiąc o przebaczeniu, jest ubogie i banalne. Oznacza „zostawić”, tak jak się mówi „zostaw to”, albo „pozwól, żeby sprawy potoczyły się swoim torem”.
„Daruj nam nasze długi”, prosimy Boga, żeby odsunął od nas długi, które nas przytłaczają, ale też, żeby nam pozwolił je zostawić, żebyśmy się stali wolni. Jako ubodzy prosimy Boga, żeby niczego się od nas nie domagał, ponieważ tak naprawdę nie mamy niczego, żeby Mu oddać.
Nie jest w naszej mocy uwolnienie naszej przeszłości od zła, jakie nam wyrządzono. Pod tym względem także jesteśmy biedni: nie przestajemy ciągle jeszcze i wciąż od nowa odczuwać ból, czasem dotkliwy, wyrządzonego nam zła.
Powiedzieć Bogu: „jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom”, to nie znaczy powiedzieć Mu z dumą: „Popatrz, jak wspaniałomyślnie przebaczyłem”. To znaczy po prostu, że przychodzimy do Boga jako biedacy, którzy zrezygnowali z domagania się zwrotu należności.
Czasami w ukryciu zachowujemy rachunek poniesionych krzywd, aby w jakimś momencie domagać się prawa do odszkodowania. I kiedy nawet wydaje się, że ten rachunek został wyrównany, on nas obezwładnia. Aby zdobyć się na wolność przebaczenia, trzeba pozostawić to, co nas jedynie zasmuca.
Co sprawia, że trudno mi przebaczyć?
Czy jest coś, czego nie mogę po prostu zostawić? A więc, co zrobić?
Czy jestem gotów stać się ubogim, aby odnaleźć wolność i radość przebaczenia?