Fragment z
Biblii z komentarzem

Grudzień

Wewnętrzne światło

Ewangelia wg św. Jana 1, 1-12
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.

We wprowadzeniu do swojej Ewangelii święty Jan od samego początku stawia nas wobec tajemnicy Chrystusa, pokazując Go takim, jakim w pełni objawił się po zmartwychwstaniu. Jezus objawia się jako światłość dla świata. Światło postrzegamy z jednej strony jako coś najmocniejszego (wystarczy pomyśleć o tych promieniach światła, które potrzebują miliardów lat, żeby do nas dotrzeć), a równocześnie coś najbardziej delikatnego, ponieważ wystarczy zakryć oczy ręką, żeby je zasłonić. Światło i ciemności mogą więc łatwo współistnieć. Światło nie może siłą pokonać ciemności, ale wystarczy niewielkie otwarcie, aby światło wypełniło całą przestrzeń.

To światło daje życie. Nie tylko ogrzewa i pozwala odzyskać siły, ale również umieszcza nas pośrodku stworzonego świata i pomaga odkryć, kim jest Bóg. Przyjęcie tego światła oznacza włączenie się w życie i miłość Boga, które w zmartwychwstaniu okazują się mocniejsze niż nienawiść i odrzucenie. Przyjąć je, to znaczy zmienić perspektywę: już nie pragnąć być dla siebie własnym światłem, nie chcieć za wszelką cenę samodzielnie przemieniać tego, co oporne i nieprzejrzyste, ale dopuścić do siebie światło, które przywraca życie temu, co się wydawało obumarłe.

Nie lękajmy się tego wezwania, które się wydaje tak wymagające – być świadkiem światła jak Jan Chrzciciel. być światłem świata, jak nas prosi Jezus (zob. Mt 5, 14). Nie uczynimy tego swoją własną siłą, ale raczej stawajmy się odblaskiem Bożej miłości, która jaśnieje przez nas i promienieje pośród tych, którzy jej nie znają

01
Który fragment Ewangelii pomaga mi zrozumieć, że Jezus jest światłem? 
02
Kiedy lękam się ciemności, co pomaga mi dostrzec, że światło Chrystusa jest obok?

Ostatnie rozważania

Kwiecień 2015

Miłość i sprawiedliwość

1 List do Koryntian 13

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wiarę taką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz weseli się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13)